środa, 10 sierpnia 2016

#Chapter Thirty Two

Perspective Alex

-Myślę, że Ash już musi iść - uśmiechnął się chamsko brunet.
-Okej jak wolisz - zaśmiał się na głos basista - w czym wam przeszkodziłem?
-Właśnie miałem pytać Alex czy oficjalnie zostaniemy parą - mówił poważnie Biersack.
Ale zaraz co?
-Uuu no dobra to ja się zwijam w takim razie, nie będę wam przeszkadzać - uśmiechnął się.
-No to nara - powiedział Biersack i otworzył mu drzwi - wypad - dodał a Ashley wyszedł za drzwi.
-Może byś się pożegnał przynajmniej - zaśmiał się Purdy.
Andy westchnął i podał Ash'owi rękę. Basista uśmiechnął się do niego szyderczo i pociągnął go za sobą, a sam wszedł z powrotem do mieszkania wokalisty i zamknął mu drzwi przed nosem.
-Ash co ty odwalasz? - zapytałam śmiejąc się z zaistniałej sytuacji.
-Ma nauczkę za to jak się do mnie odzywa - wyszczerzył się - po za tym lubię go denerwować.
-ASH OTWIERAJ! - usłyszeliśmy walenie pięściami w drzwi i krzyk Andy'ego - JAK TYLKO CIĘ DORWĘ TO ŻYWY STĄD NIE WYJDZIESZ.
-Patrz jaki groźny - mówił wciąż śmiejący się Ashley.
-Może go wpuść teraz bo im dłużej będziesz zwlekać tym większą zjebke dostaniesz - powiedziałam wstając z kanapy i kierując się w stronę Ash'a.
-PURDY KURWO OTWÓRZ TE PIEPRZONE DRZWI - darł się wokalista.
-SPOKOJNIE ANDY BO SĄSIEDZI CIĘ USŁYSZĄ - odkrzyknął Ashley nadal się śmiejąc.
Widać że ma z tego niezły ubaw a pogróżki Andy'ego go nie ruszają.
Pokręciłam rozbawiona głową, westchnęłam i podeszłam do drzwi aby je otworzyć.
-Alex nie psuj mi zabawy - nagle posmutniał.
-Ash ale to nie będzie fajne jak sąsiedzi przyjdą nas opierdolić.
-Dobra dobra i tak wiem, że tak naprawdę chcecie sobie posłodzić trochę jak para zakochanych - przewrócił oczami.
-Wiesz że my nie jesteśmy razem prawda? - zapytałam patrząc na niego jak na idiotę.
-To co on gada, że chce się ciebie pytać o to czy będziecie oficjalnie razem?
-Mnie się nie pytaj, ale ja ci mówię, że nie jesteśmy razem - powiedziałam z przekonaniem i otworzyłam drzwi Andy'emu.
-Ty jesteś jakiś pokurwiony Purdy - wydarł się Andy gdy tylko wszedł do domu.
-Ty nie lepszy - zaśmiał się basista.
-Dobra idź już sobie - mówił wkurzony Biersack.
-Dobrze już sobie idę ale opowiedz mi później jak było - poruszył sugestywnie brwiami.
-Ash! - krzyknęłam.
-Oj nie można sobie pożartować - oburzył się - idę sobie już narazie.
-Nara - powiedział Andy i zamknął drzwi za basistą.
-Przepraszam cię za niego, ale on nie wytrzyma jak mi nie zrobi choć raz na złość.
-Nie ma sprawy - zaśmiałam się i usiadłam z powrotem na kanape.
-Chyba czas iść spać - zasugerował brunet.
-A wytłumaczysz mi coś?
-Co mam ci wytłumaczyć? - zapytał zaczesując włosy palcami.
-Dobrze wiesz co - odparłam.
-No nie wiem - powiedział z całkiem poważną miną.
-A dobra to nie ważne - westchnęłam, machnęłam ręką i wstałam z kanapy - pokażesz mi gdzie będę spać?
-No powiedz o co chodzi - powiedział podchodząc do mnie bliżej.
-O to co powiedziałeś do Ash'a zanim wyladowałeś przed domem ale nie musisz mi już nic wyjaśniać - odparłam zrezygnowana - to pokażesz mi gdzie będę spać?
-Pokaże ale najpierw ci wyjaśnię o co mi chodziło - uśmiechnął się, co sprawiło że zaczęłam się stresować i odechciało mi się kontynuowania tej rozmowy. Z chęcią uciekłabym gdzieś by nie musieć patrzeć się w tej jego piękne oczy i niepotrzebnie się stresować.
-Nie musisz naprawdę - starałam się w jakiś sposób uniknąć tej rozmowy - poprostu pokaż mi w końcu gdzieś będę spać.
-Ale chcę ci o tym powiedzieć - uśmiechnął się ponownie i założył kosmyk moich włosów za ucho - a spać będziesz u mnie w sypialni nie martw się o to.
-Nie będę ci zajmować sypialni, wystarczyłaby kanapa w salonie.
-Wiesz jeśli będziesz moją dziewczyną, to nie pozwolę ci na to żebyś spała w niewygodnym miejscu - odparł - myślę, że moja sypialnia będzie odpowiednia, łóżko jest bardzo wygodne.
-Na kanapie było całkiem wygodnie - uśmiechnęłam się lekko - po za tym.. Andy co ci się ubzdurało że od paru dni mówisz do mnie jak o swojej dziewczynie? No i jak to jeśli będzie twoją dziewczyną?
-No właśnie jeśli ponieważ to tylko od ciebie zależy czy chcesz nią być? - zapytał łapiąc mnie za rękę.
-Emm... - zaczęłam - ale..
-Po prostu powiedz tak lub nie - przerwał łapiąc mnie za drugą rękę.
Speszyłam się, ponieważ ciągle patrzył mi w oczy. Uciekałam wzrokiem ale mimo wszytsko pozwalałam mu aby trzymał mnie za ręce.
-Nie jesteś do tego przekonana, prawda? Rozumiem, nie musisz mi odpowiadać, a tą sprawę możemy sobie odpuścić.
-Nie nie o to chodzi po prostu.. - westchnęłam głośno, wyswobodziłam ręce z uścisku Andyego i popatrzyłam mu w oczy kładąc dłoń na jego ramieniu - ehh myślę że spokojnie możesz w dalszym ciągu mnie tak nazywać.
-Cieszę się - odparł - czyli, że teraz mogę to zrobić bez konsekfencji?
-Zależy co - uniosłam sugestywnie jedną brew.
-To - powiedział poczym złożył delikatny pocałunek na moim ustach.
-Smakujesz pomidorem - powiedziałam po czym oboje wybuchneliśmy śmiechem - a więc gdzie będę spać moja druga połówko?
-Tak jak już wspomniałem u mnie w sypalni a ja pójdę do pokoju gościnnego.
-Hmm zgodzę się spać w twojej sypialni ale pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Położysz się ze mną i dopilnujesz żeby nie śniły mi się koszmary - uśmiechnęłam się szeroko.
-Wiesz no ciężko mi odmówić...
-Proszeee - powiedziałam słodkim głosikiem i cmokłam go w policzek.
-Ehh no dobrze skoro tak ładnie prosisz - uśmiechnął się podnosząc jeden koncik ust do góry.
-Dziękuję.
-Dam ci zaraz coś do spania - powiedział poczym poszedł szybko na górę zapewne do sypialni lub jakiegoś pokoju gdzie znajdzie dla mnie coś do przebrania się.

***

Przebrałam się w koszulkę, którą dał mi Andy i wygodnie się położyłam na jego łóżku. Rzeczywiście było bardzo wygodne. Zakryłam się kołdrą po szyję i czekałam aż Andy do mnie przyjdzie.
-Nie będzie ci przeszkadzało jeśli będę spał w majtkach? - usłyszałam głos dobiegający z łazienki.
-Nie, nie będzie mi to przeszkadzało - odparłam i zaraz po tym chłopak wyszedł z łazienki i przyszedł do sypialni.
Teraz tak naprawdę zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo jest seksowny.
Położył się obok mnie i również zakrył się kołdrą.
-Jeśli chcesz możesz się do mnie przytulić wtedy będziesz miała pewność że nic strasznego ci się nie przyśni - uśmiechnął się lekko.
Nic nie powiedziałam tylko przysunęłam się bliżej i wtuliłam się w tors chłopaka.
-Wiesz tak teraz sobie myślę..
-Co?
-Jutro muszę wrócić do domu - nagle mój dobry humor wyparował.
-Nie przejmuj się tym teraz - brunet złapał mnie z rękę i splutł nasze palce.
-Ehh ale z pewnością znów będzie jakaś pogadanka - westchnęłam.
-To zostań u mnie ile tylko chcesz
-Nie no coś ty
-Mówię poważnie, możesz u mnie zostać
-Ale nie mogę - przecież to by nie było normalne. Zostać u kogoś kogo w prawdzie w pełni się nie zna. Z pewnością jest wiele rzeczy których nie wiem o Andym. Po za tym jesteśmy razem od bardzo niedawna tak nie wypada.
-Dobrze jak chcesz ale wiedz, że zawsze możesz do mnie przyjść - powiedział uśmiechając się do mnie i głaszcząc mnie po głowie.
-Wiem, dziękuję - uśmiechnęłam się również i przymknęłam oczy po chwili zasypiając w objęciach mojej obecnie drugiej połówki.
__________
Jak się podoba taki obrót akcji? 😎

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

#Chapter Thirty One

Perspective Alex

Na szczęście gdy wróciłam do domu nikogo nie było i spokojnie mogłam odetchnąć we własnym pokoju. Jednak długo to nie porwało.
Kilka minut po tym jak weszłam do domu wróciła moja siostra z Olsonem.
-Alex pozwól na chwilę - zawołała Jeff.
Przymknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech po czym ruszyłam do siostry.
-Co jest? - zapytałam obojętnie.
-Gdzie byłaś?
-Nie powinno cię to interesować - uśmiechnęłam się chamsko.
-Ale interesuje,  więc do cholery jasnej odpowiedz mi! - mówiła przez zaciśnięte zęby.
-Nic ci nie powiem bo nie czuję się do tego zobowiązana.
-Alex! - wrzasnęła i ścisnęła mocno mój nadgarstek.
-Wow przemoc! No dawaj przywal mi jeszcze w pysk - powiedziałam i nastawiłam policzek - jestem gotowa.
-Przestań! Powiedz po prostu gdzie byłaś - mówiła już nieco spokojniej puszczając mój nadgarstek.
Miałam ochotę wybuchnąć i powiedzieć jej że jest wredną szmatą. Ale to moja siostra nie mogę się tak wyrażać na temat własnej siostry.
-Nie powiem, bo to nic nie zmieni - odparłam.
-Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać? - powiedziała jakby nagle miała wyrzuty sumienia.
-Hmm,  pomyślmy - udawałam że się zastanawiam - w sumie sama się domyśl, skoro jesteś taka mądra.
-Chodzi ci o Andy'ego? - wzruszyłam ramionami - nadal uważam że to skurwysyn i nie powinnaś się z nim zadawać.
-A poznałaś go chociaż? Próbowałaś z nim porozmawiać tak od serca?
-Po co mam z nim rozmawiać? - prychnęła - wystarczy mi to co chciał ci zrobić.
-Okej może zrobił coś okropnego, ale dałam mu szansę na to by odkupił swoje winy. I wiesz co? On jedyny w ostatnim czasie mnie słucha i wspiera i ani trochę nie żałuję że mu wybaczyłam. Bo na ciebie nie mogę liczyć w ogóle! Rozumiesz? W ogóle!
-Co się z nami dzieje? Przecież tak dobrze się dogadywałyśmy..
-Wiesz, sama jesteś sobie winna. Nie mam zamiaru dalej z tobą rozmawiać bo to nie ma kompletnie sensu- odparłam i poszłam do swojego pokoju. Nie miałam ochoty z nią gadać.
Usiadłam wygodnie na łóżku i zaczęłam  przeglądać wszelkiego rodzaju portale społecznościowe kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
-Co chcesz? - zapytałam wiedząc że to Jeff.
-Pogadać.. - no i się nie myliłam, bo do mojego królestwa weszła moja siostra.
-Rozmawiałyśmy przed chwilą - odparłam obojętnie.
Nie mam ochoty na kolejne kłótnie.
-Ale chciałbym teraz tak szczerze pogadać, wiesz jak kiedyś.. jak siostry - mówiła jakby z przejęciem.
-Jakoś nie chce mi się wierzyć w to że chcesz ze mną normalnie pogadać, co najwyżej chcesz coś ode mnie wyciągnąć.. Ale wiesz?  Nic ci nie powiem, tak jak ty nie powiedziałaś mi nic o tym że wiesz kto jest naszym ojcem - powiedziałam na jednym wdechu, przez co Jennifer chyba zabrakło słów.
-Alex ale ja nic..
-Wiem, że wiedziałaś więc już nie kłam - uśmiechnęłam się chamsko przerywając jej - a teraz wyjdź z mojego pokoju.
Nic się nie odezwała tylko wyszła, a ja mimowolnie zaczęłam ryczeć.
Tęsknię za naszymi rozmowami, za tym jak dobrze się dogadywałyśmy.. ale nie mogę jej wybaczyć tego, że mi nie powiedziała kim jest nasz ojciec.
Za dużo wrażeń na dziś i może powinnam iść spać ale miałam ogromną ochotę stąd zwiać, iść się gdzieś przejść.
Wzięłam telefon do ręki i wybrałam jedno z ostatnich połączeń.
-Halo? - zapytał mnie zachrypnięty głos Biersack'a. Chyba go obudziłam.
-Przepraszam za pobudkę, ale możesz po mnie przyjechać?
-Pewnie, a coś się stało? - zapytał brunet.
-Nie.. to znaczy nie wiem - odparłam.
-Płaczesz?
-Po prostu przyjedź.
-Będę za dziesięć minut - odpowiedział po czym się rozłączyłam.

***

Nie zauważona wyszłam z domu i zeszłam na dół. Czekałam może z dwie minut zanim chłopak przyjechał.
Wsiadłam do auta, a on ruszył.
-Gdzie jedziemy? - zapytał.
-Nie wiem,  zabierz mnie stąd.. - odparłam.
-Możemy pojechać do mnie, jeśli chcesz oczywiście.
-Obojętnie, może być..
Droga minęła w pełnej ciszy. Żadne z nas się nie odzywało. Gdy byliśmy już w domu chłopaka Andy nalał mi wody do picia po czym odrazy ją wypiłam.
-Co się stało? - zapytał pod czas gdy nadal staliśmy w kuchnj, a ja milczałam - Alex, powiedz mi..
-Co mam ci powiedzieć?
-Co się dzieje? Dlaczego płakałaś?
-Chcesz znów słuchać że ponownie pokłóciłam się z Jennifer? Że nie potrafię jej wybaczyć tego że mi nie powiedziała o James'sie? Że na każdym kroku o coś się przyczepia? To wszystko jest tak błahe a ja to tak przeżywam, jestem idiotką.
-Nie jesteś idiotką.
-Ona mnie mnie nienawidzi... ciebie nienawidzi.. nienawidzi nas - mówiąc to mimowolnie łzy zaczęły mi lecieć.
-Ey, mała nie płacz - uśmiechnął się i otarł łzy z moich policzków - nich nas nienawidzi jej strata.
-Nawet nie wiesz jak to boli gdy twoja własna siostra cię tak bardzo rani na każdym kroku kłamiąc i wszystko ci wypominając - nie mogłam opanować łez więc leciało ich coraz więcej.
-Domyślam się jak może być źle.. - powiedział podchodząc do mnie bliżej - ale nie możesz się tak przejmować.
-Jak mam się nie przejmować? Jak? - pytałam sama nie znając na to pytanie odpowiedzi - zaraz znów będę musiała wracać do domu i znów się pewnie pokłócimy, a ja znów będę chciała uciekać z domu i znów zadzwonię do ciebie.
-Jeśli chcesz - przerwał i podszedł do mnie jeszcze bliżej przytulając mnie do siebie - możesz zostać u mnie, spokojnie nie musimy spać w jedym łóżku, mam pokój gościnny.
-Nie chcę.. nie chcę się nigdzie wpraszać - mówiłam wciąż łkając.
-Uspokój się, nie płacz już - zaśmiał się i pocałował mnie w czubek głowy - to ja zaproponowałem i w sumie nie masz nic do gadania, zostajesz.
-Dziękuję - wyszeptałam wtulając się w chłopaka.
-Nie masz za co dziękować, dla mojej dziewczyny zrobię wszystko - zaśmiałam się podciągając nosem.
-Dziewczyny? - zapytałam podnosząc głowę by popatrzeć mu w oczy.
-Wygladasz jak panda - zaśmiał sąd gdy zobaczył że się rozmazałam. Dlaczego on zmienia temat.
-Nie zmieniaj tematu - walnęłam go pięścią w ramię.
-Czekaj idę po chusteczki - uśmiechnął się szeroko i poszedł do łazienki.
Chyba nigdy nie uzyskam odpowiedzi. Zastanawia mnie co go tak naszło by nazywać mnie swoją dziewczyną. Choć w sumie to miłe.
-Już jestem, chodź wytrę - powiedział i zaczął wycierać mój rozmazany makijaż.
-Sama sobie poradzę - uśmiechnęłam się - tylko muszę iść do łazienki, masz jakiś płyn do de makijażu?
-No mam, wiesz swego czasu nosiło się makijaż - zaśmiał się - teraz tylko czasem pomaluję powiekę, czy małą kreskę na twarzy, więc niekiedy się przydaje.
-Gdzie go mogę znaleźć? - zapytałam, no bo skąd mogłam to wiedzieć.
-Chodź pokaże ci - odparł i ruszył w stronę łazienki co i ja również zrobiłam.
-Tutaj - pokazał mi palcem na butelkę z płynem.
-Czemu tak wysoko?
-Bo rzadko używam - uśmiechnął się.
Zaczęłam skakać by dosięgnąć butelki ale na marne byłam zbyt niska by tam dosięgnąć.
-Pomogę - westchnął i podał mi to czego potrzebowałam.
-Dziękuję - uśmiechnęłam się wdzięcznie i zaczęłam zmywać makijaż.
To zaskakujące jak szybko przeszedł mi smutek w jego towarzystwie. 

***

-Jesteś głodna? - zapytał gdy oglądaliśmy jakiś film dokumentalny w TV.
-Nie, nie jestem głodna - odparłam.
-A czy ty kiedykolwiek jesteś głodna? 
-Yyy, no tak..
-Nie zauważyłem.
-Dobra możesz mi zrobić jakąś kromkę, lepiej?
-Lepiej - wyszczerzył zęby i poszedł do kuchni.
Po chwili przyszedł i na stoliku kawowym położył talerz pełen kanapek.
-Smacznego - powiedział, po czym ugryzł kanapkę.
-Wzajemnie - odparłam wykonując tą samą czynność.
Jedząc i oglądając nadal film dokumentalny usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-Ciekawe kogo niesie o tej porze - powiedział chłopak wstając z kanapy. Faktycznie było już późno, bo na dworze zrobiło się ciemno.
-Nie otwieraj, co jeżeli to Jennifer?
-Powiem jej wtedy, że ciebie tu nie ma i nie wpuszczę jej do domu - odparł i poszedł otworzyć drzwi - A ty co tutaj robisz?
-Rano nie mogłem, to teraz wpadłem - powiedział dobrze znajomy mi głos.
-No to wpadłeś nie w porę - powiedział brunet.
-Dlaa.. aa okej to może sobie pójdę, nie będę wam przeszkadzać - powiedział Ash gdy tylko mnie zauważył.
-Nie no w sumie w niczym nie przeszkadzasz - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
Jednak zauważyłam, że Andy nie jest za bardzo zadowolony.
-Myślę, że Ash już musi iść - uśmiechnął się chamsko brunet.
-Okej jak wolisz - zaśmiał się na głos basista - w czym wam przeszkodziłem?
-Właśnie miałem pytać Alex czy oficjalnie zostaniemy parą - mówił poważnie Biersack.
Ale zaraz co?
________________
No i jest kolejny rozdział w szybkim tempie hehe miałam napływ weny, w sumie dobrze XD
Jak się podoba? ^^


niedziela, 31 lipca 2016

#Chapter Thirty

Andy's perspective

Właśnie szykowałem sobie coś do jedzenia przed wyjściem na spotkanie z Ash'em kiedy nagle zadzwonił do mnie telefon.
Nie sprawdzając kto to, odebrałem.
-Halo? 
-Andy, słuchaj nie dam rady się spotkać - usłyszałem dobrze znajomy mi głos.
-Purdy? - zapytałem retoryczne - niby dlaczego?
-Zapomniałem, że muszę coś załatwić - odparł.
-Nie możesz tego przełożyć? - zapytałem.
-Nie, nie mogę. W zasadzie mogłem ci o tym wczoraj powiedzieć ale o tym nie pomyślałem - zaśmiał się jak gdyby nigdy nic, przez co podniósł mi ciśnienie.
-Ty chyba sobie ze mnie jaja robisz! - uniosłem głos.
-Nie, dlaczego miałbym sobie jaja robić?
-Bo się chyba umówiliśmy, a ty mi mówisz że nie możesz na ostatnią chwilę? - mówiłem w nerwach.
-No dobrze ale każdemu może coś wypaść - mówił spokojnie.
-Okej, ale mogłeś mnie wcześniej poinformować to bym nie musiał już wracać do domu - odparłem w złości.
-Gdzie ty byłeś?
-Nie wszystko musisz wiedzieć - wysyczałem.
-Aa no tak czemu wcześniej na to nie wpadłem - zaśmiał się.
-O co ci chodzi?
-Spotkałeś się z Alex - może i go nie widziałem ale dobrze wiem, że ma na twarzy ten swój głupi uśmieszek.
-Co cię to interesuje? Musiałem załatwić pewną sprawę - odparłem.
-Zaliczyłeś ją już? Fajnie było?
-Możesz przestać?
-O co ci chodzić? To zwykłe pytanie, zawszę się nam chwaliłeś jak kogoś zaliczyłeś.
-Weź się odpierdol ok? Nara - powiedziałem i nie czekając na odpowiedź kolegi rozłączyłem się.
Gdyby nie ten idiota to mógłbym spędzić więcej czasu z Alex. Ale po co powiedzieć wcześniej że się nie da rady, skoro można na ostatnią chwilę.
Nie wiem nawet kiedy to się stało ale coraz częściej mam ochotę spędzać czas z białowłosą. Zauważyłem że przy niej się strasznie zmieniłem. Jestem taki jaki byłem wcześniej. Gdybym jej nie poznał to z pewnością nadal bym zaliczał każda panienkę, która mi się nawinie i to ze względu na własną głupotę i upartość.
Mimo wszystko nadal mam okropne wyrzuty sumienia za to co jej zrobiłem.
A może ona wcale mi tego nie wybaczyła, może nadal mnie nienawidzi. W zasadzie gdyby tak było nie pozwoliła by mi pójść z nią do Jamesa,  a tym bardziej nie przyszła by do mnie i mi tego wszystkiego nie opowiedziała.
Westchnąłem biorąc do ręki kromkę chleba.
-W sumie nie jestem głodny - powiedziałem sam do siebie biorąc kęsa chleba, na którym nie było żadnych dodatków.
Usiadłem na kanapie w salonie i zastanawiałem się co mogę dzisiaj robić. Pojechałbym zobaczyć czy u Alex wszystko w porządku ale uzna, że jestem nachalny. Jennifer z pewnością zrobiła jej kazanie lub coś w tyn stylu żeby się ze mną nie zadawała. Cóż może i ona ma rację, może Alex nie powinna się ze mną zadawać w końcu prawie zrobiłem coś czego z pewnością będę żałował do końca swoich dni.
Westchnąłem głośno ponownie dzisiejszego dnia i wybrałem numer do Radke.
-Co chcesz Biersack? - zapytał entuzjastycznie kolega.
-Grzeczniej - zaśmiałem się.
-Przejdź do rzeczy, co tam?
-Masz czas?
-Teraz?
-Dzisiaj ogólnie nawet teraz
-W zasadzie... - przyciągnął - spoko, to zaraz do ciebie wpadnę.
-Okej,  to czekam do zobaczenia - odparłem.
-Ej ej czekaj - zatrzymał mnie gdy miałem się już rozłączać.
-Hm?
-A w jakim celu to spotkanie?
-Chcę pogadać.
-Uuu poważnie się zrobiło, dobra do zobaczenia - zaśmiał się i rozłączył.
***
Będąc w łazience usłyszałem natarczywe pukanie do drzwi. To z pewnością Ronnie. Szybko podszedłem do drzwi i otworzyłem koledze.
-Wiesz że istnieje takie coś jak dzwonek do drzwi?
-Aj tam nie marudź, ciesz się że w ogóle przyjechałem - zaśmiał się.
-Nie zmuszałem cię więc mogłeś nie przyjeżdżać.
-Oj no nie obrażaj się, coś ty taki rozczulony ostatnio?
-Właśnie chciałem z tobą pogadać ale liczę na to że będziesz bardziej poważny podczas tej rozmowy niż teraz - mówiłem idąc w stronę salonu.
-Strzelam że to sprawy sercowe. Nie martw się Andyś, możesz być pewny że nadal cię kocham - powiedział Radke poklepując mnie po plecach.
-Weź chociaż ty mnie nie wkurwiaj, bo Purdy już to zdarzył zrobić.
-Kurde Biersack umarł ktoś?
-Tak, twoje poczucie humoru - uśmiechnąłem się chamsko i usiadłem na kanapie, a Radke zaraz obok mnie.
-Zbyt bardzo się ostatnio denerwujesz chłopie. Wyluzuj.
-Jak mam wyluzować jak taki Purdy robi sobie ze mnie jaja na każdym kroku?
-Przecież zawsze tak robił i jakoś nic sobie z tego wcześniej nie robiłeś - stwierdził - po za tym jestem pewien, że nie chodzi tylko o to, że Ash cię wkurwił.
-No w sumie to przez niego tylko jestem wkurwiony.
-O co zaś poszło?
-Miałem się dzisiaj z nim widzieć i gdyby nie to, to nie musiałbym wracać do domu, ale on wołał ostatniej chwili dopiero mnie uświadomić że nie da rady, a sam to zaproponował.
-A gdzie byłeś?
-To mało istotne...
-No mów!
-Chociaż w sumie o tym chciałem pogadać..
-Więc? - spojrzał na mnie unosząc pytająco brwi.
-Byłem z Alex..
-Mogłem się domyśleć - zaśmiał się przerywając mi, a ja spiorunowałem go wzrokiem - dobra sorry,  mów.
-Wszystko było spoko,  ale nadal mam wrażenie że coś jest nie tak.
-To znaczy?
-Nie lubię gadać o takich rzeczach nie możesz się sam domyśleć?
-Andy błagam cię, przecież jesteśmy przyjaciółmi tak?
-Ugh no dobra.. gdy się widzimy jest tak hmm jak gdyby nic się nie stało, a gdy wracam już do domu mam wrażenie że cały czas coś jest nie tak jak powinno.
-Masz wrażenie, że Alex wciąż chowa do ciebie urazę tak? - zapytał.
-No coś w tym stylu - odparłem wstając z kanapy - chcesz coś do picia?
-A masz jakiś sok? - Radke również wstał i poszedł za mną do kuchni.
-Powinien być, chyba jest multiwitamina.
-No to może być - powiedział po czym dodał - wracając do naszej rozmowy, co ty tak naprawdę od niej oczekujesz?
-Wiesz, właśnie w tym jest problem, że sam nie wiem - odpowiedziałem nalewając sok do dwóch szklanek.
-Jak nie wiesz? - zapytał, a ja podałem mu szklankę z napojem.
-No nie wiem.. Ale lubię spędzać z nią czas, dlatego się tak wkurwiłem na Ash'a.
-Zabujałeś się - zaśmiał się wypijając całą zawartość.
-Nie denerwuj mnie chociaż ty dzisiaj błagam - westchnąłem głośno po czym również wypiłem swój sok.
-Andy, ja wiem, że ciężko się do tego przyznać. W szczególności tobie, ale no kurwa błagam cię nie próbuj z siebie tego wypierać - zaśmiał się - powiedz mi co czujesz gdy o niej myślisz?
-W zasadzie sam nie wiem.. Czuję się przy niej jak inny człowiek. Jest w niej coś takiego co nie pozwala mi być tym skurwielem, którym byłem..
-To była tylko maska - przerwał.
-Możesz mi nie przerywać?
-Sorry, kontynuuj.
-Czuję że ona jest całkiem inna niż reszta dziewczyn.. Wiesz ona nie wiedząc nawet sprowadziła mnie na ziemię, ale mam wrażenie mimo wszystko że ona nie do końca dobrze się czuję w moim towarzystwie..
-Skąd wiesz jak ona się czuję? Dawała jakieś 'znaki'?
-Nie.. Właśnie wręcz przeciwnie, ale..
-Chłopie słuchaj co ty gadasz w ogóle - zaśmiał się Radke ponownie podczas naszej rozmowy - jestem pewny że się w niej po prostu zakochałeś. Plączesz się w tym co mówisz.
W zasadzie już sam nie wiem co miałem mu odpowiedzieć. Może on ma rację, może się w niej zakochałem. Mimo wszystko nie chcę dopuścić do siebie tej myśli, nie chciałbym żeby nasza relacja się popsuła.
-Zaniemówiłeś? - zapytał rozweselony Ronnie.
-Nie wiem co mam o tym myśleć muszę sobie wszystko poukładać - odparłem.
-To w takim razie zostawiam cie samego z własnymi myślami, a teraz spadam muszę pojechać jeszcze do Willow bo jej obiecałem - powiedział i szybko się zawinął.
No to znów zostałem sam, do końca dnia nie mam co robić więc chyba obejrzę jakiś film.
***
-Co jest kurwa? - powiedziałem mrurzac oczy gdy obudził mnie mój telefon. Okazało się że obudziłem się na napisach końcowych. No to nie powiem film był ciekawy.
-Halo? - odebrałem.
-Przepraszam za pobudkę, ale możesz po mnie przyjechać?
_______________________________________
No hejka ludzie, w końcu nowy rozdział, zaś dużo dialogów ale nie ważne. Ten jest dłuższy od poprzedniego przynajmniej haha. Mam nadzieję, że nie dostaniecie cukrzycy, bo teraz będzie trochę słodzenia xDD



niedziela, 24 lipca 2016

#Chapter Twnety Nine

Perspective Alex

Miałam wrażenie że jedziemy gdzieś na koniec miasta tak długo trwa ta podróż samochodem, albo mi się tylko wydaję. Gdyby mi powiedział gdzie jedziemy to pewnie droga by mi się tak nie dłużyła.
Jechaliśmy w ciszy więc postanowiłam że zacznę jakiś temat.
-Andy?
-Hmm?
-Mogę się o coś zapytać?
-Pewnie - uśmiechnął się nie odwracając wzroku od jezdni.
-A odpowiesz mi szczerze?
-Postaram się, mam się bać?  - zaśmiał się.
-Nie,  spokojnie myślę że to nic strasznego - również się zaśmiałam.
-To wal śmiało.
-Jak byliśmy w lesie to to co mi powiedziałeś mówiłeś poważnie?
- Ale co? O tym że las jest piękny? To tak mówiłem poważnie, podoba mi się tam ale chciałem cię gdzieś zabrać więc no -odparł poważnie, a na moje usta cisnął się głośny śmiech.
-Nie o to mi chodziło - zahihotałam.
-A więc o co?
-No wtedy ja się całowaliśmy to potem mi coś powiedziałeś, to mówiłeś poważnie?
-A co mówiłem?
-Serio?
-No co?
-A nic - zirytowana odwróciłam się w stronę okna.
-Alex - zacząć się śmiać i szturchać mnie w ramię - no nie obrażaj sie.
-A spadaj - machnęłam ręka.
-Chcesz wiedzieć czy się w tobie zakochałem tak? - zapytał, a ja odwróciłam głowę w jego stronę - a więc odpiwiem ci, tak.. Od bardzo dawna nie czułem się tak jak czuję się teraz przy tobie.
Lekko się uśmiechnął, położył dłoń na moim udzie poczym ją zabrał i nadal skupiał się na prowadzeniu auta.
Zaczerwieniłam się i odwróciłam wzrok w kierunku okna.
-To kiedy w końcu gdzieś staniemy? - zapytałam urywając poprzednią rozmowę.
-Właśnie teraz - powiedział zatrzymując samochód.
-Czemu akurat tu stoimy?
-Bo idziemy do smażalni - uśmiechnął się szeroko.
-Serio?
-Hmm?
-Serio wyciągnąłeś mnie z tego lasu żeby iść do smażalni?
-Nie marudź tylko chodź - powiedział i wyszedł z auta.
Obszedł samochód, otworzył mi drzwi i ja również wysiadłam.
-Co będziesz jadł?
-Raczej co my będziemy jeść - uśmiechnął się i zamknął samochód.
-Ja nie jestem głodna.
-Jesteś jesteś tylko, że jeszcze o niczym nie wiesz.
Weszliśmy do smażalni, Andy po drodze złapał za kraty i zajęliśmy miejsca.
Przeglądałam menu mimo tego iż nie miałam zamiaru nic zamawiać. Nic za specjalnie nie przykuło mojej uwagi, po za tym nie zbyt byłam głodna.
Nagle podszedł do nas kelner.
-Witam państwa, czy można już zebrać zamówienie?
-Zdecydowałaś się na coś? - zapytał mnie Andy?
-Nie, nic mnie nie przyciągnęło. Po za tym nie jestem głodna - odparłam.
-W takim razie.. dwa razy frytki z przyprawami jedna porcja mniejsza a druga wieksza i do tego cola - powiedział Biersack do kelnera a ja myślałam, że go zatłuke.
-Rozumiem że będziesz jadł dwie porcje frytek - powiedziałam z nadzieją gdy kelner już poszedł.
-Nie, jedna porcja jest dla mnie, a druga dla ciebie - uśmiechnął się.
-Przecież mówiłam że nic nie chcę.
-I tak zjesz, tu są bardzo dobre frytki.
-Sam będziesz to jadł... - odparłam.
-Oj Alex Alex..
-O co ci chodzi?
-O nic - zaśmiał się.
Prychnęłam i wyciągnęła telefon. Zaczęłam przeglądać wszystkie portale społecznościowe, na których jestem zalogowana. W sumie nic nowego nie znalazłam prócz jakiegoś artykułu na temat jakieś gwiazdy, która zrobiła sobie zdjęcia nago. Nawet nie wiem czy to można zaliczyć do ciekawych tematów ale uznajmy że tak.
Gdy skończyłam wszystko przeglądać akurat podszedł kelner.
-Rozumiem że ta mniejsza porcja ma być dla pańskiej dziewczyny - mówił mężczyzna.
-Tak tak - odparł mój towarzysz i nawet nie zaprzeczył, że jestem niby jego dziewczyną - dziękujemy - dodał gdy kelner odchodził.
-Od kiedy jestem twoją dziewczyną? - zapytałam delikatnie się śmiejąc.
-No co wolałbym żeby cię nie podrywał żaden obcy facet - odparł.
-A ty możesz?
-Tak ja mogę - uśmiechnął się po czym dodał - ale tylko ja.
-No chyba w twoich snach - zaśmiałam się.
-Dzięki - powiedział, walną tak zwanego focha i zaczął jeść swoją porcję frytek.
Nic nie mówiłam tylko patrzyłam jak je i co jakiś czas przeglądałam instagrama. Nagle zadzwonił do mnie telefon, a że miałam go akurat w ręce od razu zauważyłam że dzwoni Jennifer.. nie zastanawiając się długo odrzuciłam połączenie. Nie mam zamiaru z nią na razie rozmawiać. Zepsuła mi dzień tym telefonem bo teraz będę się zastanawiać czego ona chce. W zasadzie mogła dzwonić zapytać gdzie jestem bo z samego rana wybyłam z domu. Ale w zasadzie gówno ją to powinno obchodzić.
-Halo Alex żyjesz? - nagle Biersack wyrwał mnie z myśli.
-Tak tak sorry zamyśliłam się - odparłam.
-A coś się stało?
-Nie nic - zaśmiałam się.
-Na pewno?
-Na pewno
-Jedz te frytki bo ci wystygnął, ja miałem większą porcję i już zjadłem a ty nadal nie zjadłaś ani jednej - uśmiechnął się.
-Ale ja naprawdę nie jestem głodna. Nie mam ochoty..
-W takim razie nie mam innego wyjścia.. - westchnął głośno
-Co ty robisz? - zapytałam gdy przesiadł się bliżej mnie.
-Zobaczysz - odparł i usadowił się na krzesełku obok mnie.
-Otwórz buzię - powiedział przykładając mi frytek do ust.
-Co? Oszalałeś? - zasłoniła się dłonią.
-Nie nie oszalałem. Otwórz buzię - powtórzył.
-Przestań, ludzie się na nas gapią - zaśmiałam się.
-No i co z tego, chyba mogę nakarmić swoją dziewczynę.
-Co? Masz dziewczynę? Gdzie jest? - zapytałam rozglądając się po smażalni.
-Ale ty jesteś zabawna - przymrużył oczy - a teraz otwórz buzie.
-Niii - zanim zdążyłam wypowiedzieć słowo frytka wylądowała w mojej jamie ustnej.
-No w końcu, grzeczna dziewczynka - pogłaskał mnie po głowie.
-Zabije cię - powiedział gdy przełknęłam zawartość ust.
-Dalej będzie jadła sama, czy mam cię wciąż karmić?
-Andy, ja nie jestem głoo.. - i znowu to samo, nie zdążyłam wypowiedzieć zdania do końca ponieważ Andy wepchnął mi frytke do ust.
-Czyli jednak muszę cię pokarmić - westchnął.
-Nie dobra sama sobie poradzę.. - poddała się w końcu bo widzę że ten idiota nie daje za wygraną.
-No i cieszy mnie to - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Gdy zjadłam już grzecznie frytki Andy zapłacił i wyszliśmy ze smażalni.
-Musiałeś narobić takiej wiochy?
-O co ci chodzi? Jesteś taka chuda że trzeba wmusić w ciebie trochę jedzenia żebyś nabrała masy, bo niedługo znikniesz - zaśmiał się brunet.
-No kurde odezwał się ten co jest grupy.
-Dobra daj już spokój, wsiadaj do auta zawioze cię do domu a sam muszę spadać bo umówiłem się z Purydm - odparł z wciąż wymalowany uśmiechem na ustach.
Bez zbędnych rozmów posłuchałam chłopaka i wsiadłam do auta...
____________
Hi! Krótko i dużo dialogów ale myślę że w sumie jest w miarę spoko więc mam nadzieję że miło się czytało haha. Do zobaczenia w następnym rozdziale ❣


czwartek, 14 lipca 2016

#Chapter Twenty Eight

Perspective Alex
-To moim ojcem jest ktoś inny? - byłam zaskoczona tym co opowiedział James.
Czy to oznacza, że moim ojcem jest ktoś inny?
-Daj mi dokończyć, proszę..
-Dobrze przepraszam..
-Wyniosłem się, ale pewnego dnia twoja mama zadzwoniła do mnie. W zasadzie zdziwiłem się ale odebrałem. Powiedziała mi, że mamy śliczną córeczkę. Wtedy zgłupiałem, bo wcześniej powiedziała, że mnie zdradziła.. Okazało się, że po prostu chciała ułożyć sobie życie sama z wami z tobą i z Jennifer. Ale poprosiłem ją o to aby informowała mnie na bieżąco co się u was dzieję. Wysyłała mi zdjęcia nagrania... Pisała listy, czasami nawet dzwoniła. Cieszyłem się, że mimo iż nie jestem przy was fizycznie to i tak uczestniczę w waszym życiu. A potem gdy już dorosłyście było coraz trudniej z kontaktem ponieważ trudno było przed wami cokolwiek ukryć ale jakoś dawalismy radę do póki no.. Dopóki nie stała się ta tragedia..
-Emm.. nie wiem za bardzo co mam powiedzieć.. - zatkało mnie.
-Rozumiem, ale poczułem w sumie ulgę, że w końcu to z siebie wyrzuciłem - uśmiechnął się blado.
-Mam jeszcze jedno pytanie.. Jak poznałeś Jennifer i czy ona o tym wszystkim wie?
-Jennifer poznałem gdy była jakaś impreza u mnie w klubie. Bodajże jej menager wynają mój klub na after bo wtedy była jakaś sesja czy coś nie do końca interesuje się modą - zaśmiał się - kiedy ją zobaczyłem odrazu wiedziałem, że to ona i starałem się nawiązać znajomość podchodziłem zagadywałem no i jakoś tak wyszło że zostaliśmy przyjaciółmi.
-To ona nie wie o tym wszystkim? - ponowiłam pytanie.
-W zasadzie to się sama domyśliła. Kiedyś gdy rozmawialiśmy zeszło na rodzinne tematy i opowiadała mi wszytko. Mówiła że pamięta jak przez mgłę jak wyglądał jej ojciec i widziała zdjęcia z przed lady gdy byłem mniej więcej w twoim wieku i stwierdziła, że bradzo jej go przypominam. Z pewnością już wszystko sprawdziła i wie że jestem jej ojcem lub nadal się tylko domyśla..
-Wiedziałam, że ona wie - westchnęłam ze złością w głosie
-Wiedziałam!  - uniosłam się .
-Spokojnie Alex - odezwał się Andy.
-Nie będę spokojna. Ona mówi, że ja ją okłamuje a tym czasem gdy zadaje jej pytanie czy ona wie kim jest James kłamie mi prosto w oczy. A ja? Ja ani razu jej nie skłamałam.. Ani razu rozumiesz?
-Rozumiem.. Ale spokojnie wyjaśnicie to sobie.. I uwierz mi, że znowu będziecie jak prawdziwe siostry - uspokajał mnie Biersack.
-Ty chyba sam nie wierzesz w to co mówisz.. Ona ukrywała przede mną kim jest nasz ojciec rozumiesz to? A dobrze wie, że swego czasu strasznie chciałam poznać ojca.. - kontynuowałam.
-Chcesz do niej jechać? - zapytał brunet.
-Nie.. Chciałabym ochłonąć pojechać gdzieś  ciche miejsce i ochłonąć. Dzieki, że wzzystko mi wyjaśniłeś, do kiedyś tam. - powiedziałam na jednym wdechu i bez czekania na jakąkolwiek reakcję Andy'ego wyszłam z domu Camerona.
Szłam przed siebie mając ochotę coś rozwalić. Jestem wściekła na Jeff za to, że nic mi nie powiedziała.
-Alex zaczekaj! - usłyszałam znajomy głos który mnie wołał.
Z niechęcią przystanęłam na chwilę.
-Powiedz gdzie a ja cię zawiozę - zaproponował Andy.
-Nie oczekuję troski chcę pobyć sama - powiedziałam po czym zrozumiałam że sama nie wiem czego chcę.
Z jednej strony wolałabym pobyć teraz sama, a z drugiej chciałabym gdzieś  z nim pojechać.
-Przepraszam.. - powiedziałam już spokojniej - chodźmy do auta.
Bez zbędnych rozmów poszliśmy do samochodu. Nie wiem gdzie chciałabym się teraz znaleźć ale na pewno gdzieś gdzie jest cisza i spokój.
-To, gdzie jedzemy? - zapytał brunet patrząc się na mnie swoimi niebieskimi tęczówkami.
-Nie mam pojęcia.. Zabierz mnie gdzieś gdzie jest cicho i spokojnie muszę odetchnąć - powiedziałam i przeczytałam włosy palcami.
-Chyba wiem gdzie możemy pojechać - odparł i odpalił silnik samochodu zaraz po tym wcisnął pedał gazu i ruszyliśmy.
Po jakichś trzydziestu minutach byliśmy poza miastem gdzieś w jakieś wiosce. Chłopak skręcił w leśną ścieżkę i gdzieś w głębi lasu zatrzymał samochód.
Wysiadłam z auta, zamknęłam drzwi i oparłam się o nie biorąc głęboki wdech świeżego powietrza.
Biersack biorąc przykład ze mnie także wysiadł z samochodu i stanął obok mnie.
-I jak się czujesz? - zapytał.
-Już trochę lepiej, dziękuję - delikatnie się uśmiechnęłam i przymknęłam oczy.
-Nie zadręczaj się już tym i pomyśl o tym co jest teraz. Piękny las, słońce próbujące przedostać się przez liscie drzew i świeże powietrze - gdy te słowa wpłynęły z ust Andy'ego mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Kto by pomyślał, że on potrafi tak ładnie dobrać słowa.
Nagle poczułam, że zamiast słońca padł na mnie cień otworzyłam oczy i zobaczyłam Andy'ego, który we włosy wplutł sobie gałązki drzew.
Okazało się że dla mnie też ma taki wianuszek, który właśnie zamierzał włożyć mi na głowę przez co zaczęłam się śmiać.
Gdy miałam już na sobie wianek Andy bacznie mi się przyglądał przez co miałam wrażenie, że coś ze mną nie tak.
-Czy mam coś na twarzy? - zapytałam odwracając się w stronę szyby auta i zaczęłam się przyglądać.
-Nie nic nie masz - zaśmiał się brunet i podszedł bliżej mnie kładąc swoje dłonie na mojej talii. Uśmiechnęłam się i obróciłam w jego stronę.
-To czemu tak się patrzyłeś? - zapytałam  zakładając kosmyk włosów za ucho.
-Tak po prostu - uśmiechnął się podnosząc jeden kącik ust.
-Czuje się dziwnie jak ktoś na mnie patrzy - skrzywiłam się.
-A ja lubię się przyglądać pięknym osobom - odparł a ja czułam jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce.
-Przestań tak gadać bo mi głupio -  zakryłam twarz dłońmi.
Chłopak złapał moje ręce, odkrył moją twarz i złączyć nasze usta w pocałunku. Automatycznie zaczęłam odwzajemniać jego każdy gest.
-A teraz też jest ci głupio? - zapytał przerywając pocałunek.
-Tak - odparłam.
-A nie powinno - powiedział i ponownie zaczął mnie całować.
Ta chwila była magiczna, widać Andy wie jak sprawić by zapomnieć o dręczących cię smutkach czy też gniewie.
Uśmiechnęłam się mu w usta przez co chłopak przerwał pocałunek.
-No i wszystko zepsułaś - powiedział.
Zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co mu chodzi.
-Obiecałem sobie, że już nigdy się nie zakocham, a ty to z dnia na dzień coraz bardziej psujesz - mówił z nadąsaną minął.
-Czy ty chcesz mi coś powiedzieć? - zapytałam próbując powstrzymać śmiech. Jego mina jest naprawdę komiczna.
-Ja? Nie skądże, pff - odparł i odszedł kawałek ode mnie. Nagle schylił się a ja obserwowałem co on robi, kiedy nagle szybko się odwrócił i rzucił we mnie szyszką.
-Ała, idioto - zaśmiałam się - zobaczymy kto wygra tę wojnę.
Schyliłam się i nazbierałam tyle szyszek ile mogły zmieścić moje ręce po czym schowała się za autem. Andy także zbierał amunicję przez co miałam trochę czasu żeby się naszykować więc zebrałam jeszcze więcej szyszek i poukładałam je na stosik.
Gdy byłam już gotowa bez czekania na to aby Andy był już gotowy zaczęłam rzucać w niego wszystkimi szyszkami jakie miałam pod ręką. Kiedy amunicja mi się skończyła wystraszyłam się że teraz Andy zacznie we mnie rzucać wszystkimi szyszkami, które miał w rękach, a muszę przyznać że miał tego sporo.
Nakryłam głowę rękami i czekałam na ciosy.
-Dobra, poddaje się - upuścił całą amunicję na ziemię i podniósł ręce do góry na znak że się poddaje.
-Czy ty sobie ze mnie żartujesz? - zapytałam.
-Nie mówię całkiem poważnie, szkoda mi cię więc odpuszczę pierwszy - odparł i z uniesionymi rękami kierował się w moim kierunku.
-Mięczak - powiedziałam, zaczęłam się śmiać i przystąpiłem do tańczenia tańca zwycięstwa.
Kilka sekund później poczułam ból kości ogonowej co oznaczało że wylądowałam na ziemi. A przez kogo? Przez Biersack'a, który postawił mi nogę, podczas gdy ja tańczyłam.
Spiorunowałam go wzrokiem i  zaczęłam masować obolałe miejsce. Chłopak podszedł do mnie cały czas się śmiejąc i chciał pomóc mi wstać wyciągając do mnie rękę. Wpadłam na pomysł.. na genialną zemstę przez co na mojej twarzy zawitał szyderczy uśmiech.  Podałam mu rękę, zebrałam w sobie wszystkie siły i udając że wstaję pociągnęła go w dół przez co teraz oboje leżeliśmy na ziemi.
Zaczęłam się śmiać triumfalnie ze swojego zwycięstwa.
-I z czego się śmiejesz? - zapytał.
-Z tego że to ja wybrałam - wyszczerzyłam się.
-Tylko, że nie wiem czy wiesz ale tak jakby leżę na tobie, więc coś ci nie wyszło - zaczął się śmiać.
Zmrużyłam oczy i go zmierzyłam po czym zaczęłam walić pięściami w jego klatkę piersiową. Chłopak nic się nie przejmując złapał mnie za nadgarstki i uspokoił.
-Już dobrze niech będzie, że wygrałaś - zaśmiał się - a teraz się uspokój.
Zmarszczyłam brwi i udawałam, że jestem na niego zła przez co ten jeszcze szerzej się uśmiechał. Zbliż swoją twarz do mojej i cmoknął mnie w usta po czym szybko wstał.
-Wstawaj bo już się robi ciemno i nie wrócimy do miasta potem. Będziemy musieli tu zostać i jakieś stwory nas zjedzą - powiedział i pomógł mi wstać.
-Chłopie dopiero pierwsza po południu jest, gdzie ci się robi ciemno? - zapytałam.
-Z nie ważne chodź gdzieś pojedziemy stąd, nie będziemy gnić w tym okropnym lesie .
-Dopiero ci się tu podobało i mówiłeś jaki to ten las jest piękny - pokręciłam zrezygnowana głową.
-Chyba można zmienić zdanie tak? Nie gadaj tylko wsiadaj do samochodu.
-Dobra dobra już wsiadam - odparłam i już bez zbędnych ceregieli wsiadłam do auta.
______________________________________________
No to mamy kolejny rozdział, mam nadzieję że się podoba. Czekam na wasze komentarze

Do następnego


wtorek, 28 czerwca 2016

#Chapter Twnety Seven

Perspective Alex

Oglądając mijające widoki za oknem, co raz bardziej się denerwowałam. Widać było, że to dzielnica bogatych ludzi. Co jeden to ładniejszy budynek.
Ciekawa jestem skąd Andy wie jak tam dojechać, był tu kiedyś? 
-Tak, James kiedyś organizował imprezę u siebie. A że mam dość dobrą pamięć to tak jakoś się złożyło, że zapamiętałem drogę - powiedział poprawiając się na siedzeniu.
-Powiedziałam to na głos? - zapytałam mając nadzieję, że po prostu się domyślił o co mi chodzi ale on pokiwał twierdząco głową, a ja miałam ochotę przybić piątkę sobie z twarzą.
-Aż tak bardzo się denerwujesz? - już chciałam spytać skąd tym razem wie jednak nie zdążyłam - ręce ci się cholernie trzęsą plus zastanawiam się czy nie masz choroby sierocej.
Wskazał moją nogę, która jak się okazało cały czas podskakiwała. Zaczerwieniłam się nieznacznie jednak pokiwałam głową.
-Hej.. Ale spokojnie... przecież jedziemy tam po to żeby to wyjaśnić. Żebyś nie musiała się już nad tym zastanawiać i denerwować. Pamiętaj że nie będziesz tam sama - powiedział łagodnie lekko się przy tym uśmiechając i biorąc moja dłoń w swoją kreśląc na niej małe kółeczka.  Lekko uspokojona oparłam się na siedzeniu.
Jestem mu na prawdę wdzięczna,  gdyby był taki jak Jennifer na pewno nie byłabym tutaj jadąc na spotkanie z człowiekiem, który prawdopodobnie jest moim ojcem. Nie wiem jakie ma w tym korzyści jednak na razie chyba nie chce widzieć. Nie chciałabym się od razu na nim zawieść.... spojrzałam na niego w tym samym momencie kiedy on patrzył na mnie. Od razu odwróciłam speszona głowę i zaczęłam przyglądać się okolicy za oknem. 

***

-Na pewno nie możemy zawrócić? Jest tyle ciekawych rzeczy, które możemy robić albo zwiedzać. Na prawdę! Nie musimy tutaj być - próbowałam po raz setny w ciągu ostatnich minut. 
Jakieś dziesięć minut temu dotarliśmy na miejsce jednak ja staram się namówić Andy'ego żebyśmy zawrócili ale z marnym skutkiem jak widać.
-Nie. Wysiadamy i nie masz nic do gadania. Nie po to jechaliśmy taki kawał drogi żeby teraz zawrócić - nie czekając na moja odpowiedź wyszedł z auta i obszedł je żeby otworzyć mi drzwi. Założyłam ręce na piersi okazując mój bunt jednak na nie wiele się on zdał gdyż brunet nachylił się i odpiął mój pas.
Zaraz po tym przełożył mnie sobie przez ramie tak jak bym w ogóle nic nie ważyła . Zamknął drzwi i ruszył w kierunku drzwi wejściowych gdzie dopiero mnie odstawił na ziemię.
-Andy proszę cię, ja chcę wracać .. - kontynuowałam z nadzieją, że ustąpi.
-Nie ma mowy, jestem przecież z tobą. Nie ma się czego bać - uśmiechnął się lekko i potarł mnie delikatnie po ramieniu.
-Chyba nie jestem na to gotowa.. - westchnęłam, mówiąc całkowicie szczerze. 
Tym razem nie powiedziałam tego tylko po to aby tam nie pójść, chyba naprawdę nie jestem jeszcze na to gotowa.
-Słuchaj, zrobimy tak. Jeżeli nie będziesz już chciała kontynuować rozmowy wystarczy, że mi powiesz i wracamy, okej? 
-Dobrze.. - zgodziłam się mimo tego iż miała wiele obaw. 
Boje się, że moje przypuszczenia są słuszne, a wtedy to sama nie wiem co zrobię.
-W takim razie mogę? - zapytał trzymając palec przy samym przycisku dzwonka do drzwi.
Nic nie odpowiedziałam tylko przełknęłam ślinę i skinęłam twierdząco głową.
Chłopak nacisnął na przycisk dwa razy, a ja miałam wrażenie, że serce stanęło mi w gardle.
Nagle drzwi się uchyliły, a zza nich wyłonił się uśmiechnięty od ucha do ucha James. 
-Andy? Co cię tu sprowadza? - zapytał roześmiany mężczyzna i nagle zauważył, że stoję nieopodal a jego uśmiech nagle zamienił się w prostą wąską linie - słuuuchaj - przedłużył - wiesz co wpadnij kiedy indziej, bo właśnie mi się przypomniało, że muszę posprawdzać wszystkie faktury.
Miał już zamknąć drzwi ale Andy postawił nogę na próg przez co mu to uniemożliwił. 
-Chcieliśmy pogadać, myślę że znalazłbyś chwilkę czasu dla nas.
-No dobra, wejdźcie na moment - uśmiechnął się słabo. 
Gdy weszliśmy do środka zaczęłam się jeszcze bardziej denerwować. Moje usta przybrały kształt prostej linii, a ręce zaczęły mi się trząść. Może nie powinnam się tak denerwować, ale w gruncie rzeczy bardzo słabo znam Cameron'a by czuć się swobodnie. 
Andy zauważył moje podenerwowanie i objął mnie ramieniem mówiąc, żebym się nie martwiła, po czym mnie puścił i usiedliśmy  w salonie na kanapie. 
-Napijecie się czegoś? - zapytał właściciel domu, który prawdopodobnie jest moim ojcem.
-Nie my tylko na chwilkę i spadamy - odparł Andy.
-A więc, o czym chcieliście pogadać? - zapytał pocierając dłonie. 
Popatrzyłam na Andy'ego z zakłopotaniem, nie miałam pojęcia jak mam zacząć tę rozmowę.
-Alex, chciałaby się ciebie coś zapytać i oczekuje szczerej odpowiedzi - powiedział poważnym głosem mój towarzysz.
-Alex, o co chciałaś zapytać? - James skierował swój wzrok na mnie oczekując odpowiedzi, a ja czułam się coraz bardziej spięta i podenerwowana.
-Bo.. bo ja chciałam zapytać, czy ty przypadkiem czegoś przede mną nie ukrywasz? - wydusiłam.
-Ja? - zaśmiał się - co ja niby miałbym przed tobą ukrywać? Przecież my się ledwo znamy.
-Powiedz mi bo już od jakiegoś czasu mnie to męczy, jesteś moim ojcem?
-Co? Skąd takie pomysły? - śmiał się, a mi nie było wcale do śmiechu więc zaczęłam mu wszystko opowiadać. 
Opowiedziałam mu całą historię począwszy od sytuacji z brakiem ojca do sytuacji, które doprowadziły mnie tutaj. Mężczyzne nagle zamurowało gdy to usłyszał i chyba nie wiedział co powiedzieć, co oznaczało jedno. Teraz mam pewność, że to mój ojciec...
-A więc to prawda? - zapytałam coraz mniej odczuwając zdenerwowanie wywołane stresem.
-Cóż, wiedziałem że nie można tego odkładać w nieskończoność - westchnął.
-Czego odkładać w nieskończoność? - uniosłam głos, jak gdybym była mocno wkurzona, jednak nie byłam było mi po prostu przykro.
-Tej rozmowy. Wiedziałem, że prędzej czy później to się wyda. Choć szczerze mówiąc miałem nadzieję, że zabiorę tę tajemnicę do grobu.
-Naprawdę planowaliście z mamą, w ogóle mi nie powiedzieć kto jest moim ojcem? W ogóle miałam się nie dowiedzieć?
-Twoja mama uznała, że będzie lepiej jeżeli ją zostawię i nie będę się tobie i Jennifer pokazywał na oczy...
-Słucham? - parsknęłam śmiechem.
-Wysłuchaj mnie do końca, chciałbym ci wszystko opowiedzieć. Powiedziała, że ona nie potrafi dłużej ze mną być, że już mnie nie kocha, że nie poświęcam jej w ogóle czasu. Starałem się jak tylko mogłem by to naprawić. Czasami nawet olewałem pracę. Tak bardzo kochałem twoją mamę, że nie chciałem jej stracić. Pewnego dnia gdy wróciłem z pracy twoja mama powiedziała, że jest w ciąży. To byłaś ty. Bardzo się ucieszyłem, że będę miał drugie dziecko. Wtedy po tej wiadomości całe moje zmęczenie pracą odeszło jak ręką odjął, miałem ochotę skakać ze szczęścia. 
Ale kiedy zobaczyłem, że twoja mama nie jest uśmiechnięta zapytałem co się stało. Powiedziała, że to nie moje dziecko, że mnie zdradziła i chciałaby, żebym się wyniósł. Bardzo mnie to zabolało, więcej o nic nie pytałem. Po prostu się wyniosłem.
-To moim ojcem jest ktoś inny? - był zaskoczona tym co opowiedział James. 
Czy to oznacza, że moim ojcem jest ktoś inny?
_____________________________________________
Hi! Rozdział gotowy, jeszcze przed moim wyjazdem. Jak wam się podoba? Myślę, że zakończenie jest ciekawe haha. Ale piszcie komentarze jak się podoba. 
A w ogóle jakie macie plany na wakacje? Ja już jutro lecę na 10 dni do Anglii a wy gdzieś jedziecie/lecicie? ^^


poniedziałek, 20 czerwca 2016

#Chapter Twenty Six

Perspective Alex

Gdy weszłam do środka stanęłam w przedpokoju i zastanawiałam się czy aby na pewno to dobry pomysł, żeby tutaj przychodzić. Tyle się wydarzyło a mimo wszystko tu przyszłam i chcę porozmawiać o swoich problemach. Sama nie wiem co ja tutaj robię, ale w zasadzie nie mam do kogo z tym pójść i się wygadać.
Nie stojąc już dłużej w przedpokoju zdecydowałam się wejść w głąb domu. Niestety w całym domu panowała cisza co mogło oznaczać dwie rzeczy, albo ten idiota śpi albo gdzieś wyszedł.
A jeżeli wyszedł i nie zamknął drzwi to jest jeszcze większym idiotą niż to gdyby ich nie zamknął podczas gdy śpi.
Na sam początek pod uwagę wzięłam to, że skoro jest wczesna godzina to z pewnością jeszcze śpi. Ze złowieszczym planem udałam się do kuchni. Szybko znalazłam jakąś szklankę, nalałam do niej zimnej wody i zaczęłam szukać pokoju od sypialni.
Kiedy obeszłam już całą dolną część domu udałam się po schodkach na piętro.
Te drzwi wyglądają mi na te od sypialny pomyślałam i powoli naciskałam na klamkę. Gdy drzwi się otworzyły ujrzałam wielkie łóżko, a na nim śpiącego bruneta. Jedno mnie zastanawia po co mu takie ogromne łóżko skoro mieszka tu sam? A no tak dziwki.
Zaśmiałam się cicho pod nosem i podeszłam bliżej łóżka. Położyłam szklankę z wodą na stoliku nocnym i uklęknęłam przy łóżku. Tak uroczo spał, że szkoda mi go było budzić, jednak dłużej nie wytrzymam, muszę się komuś wygadać. A jedyną osobą, która mi przyszła namyśl, żeby porozmawiać był właśnie śpiący pan Biersack.
Bez dłuższego namysłu zaczęłam go szturchać aby się obudził, jednak to nic nie dawało jedyne co to odwrócił się do mnie plecami.
Zdecydowałam się więc na plan B, sięgnęłam po szklankę z wodą i zimną ciecz wylałam chłopakowi na głowę szybko z pozycji kucania stając na proste nogi.
-Co tu się do kurwy nędzy odpierdala!! Jeżeli to ty Purdy to masz przejebane! - wydarł się Andy, a ja wybuchłam śmiechem na jego reakcję.
Wstał szybko z łóżka i nie zwracając zbytnio na mnie uwagi udał się do łazienki aby wytrzeć włosy. Wyszedł trąc ręcznikiem włosy, a gdy skończył zawiesił go na szyi. Gdy mnie zobaczył jego mina ze zdenerwowanej zmieniła się w bardzo zdziwioną.
-Alex?! Co ty tutaj robisz? Jak w ogóle weszłaś? - zapytał.
-A wiesz niestety ale jestem kleptomanką jak zobaczyłam, że drzwi są otwarte to postanowiłam wejść - przybrałam bardzo poważną minę. Chłopak zmarszczył brwi i jeszcze bardziej się zdziwił, a w tym momencie już nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
-Chyba nie myślisz, że na serio tak mówiłam? - zaśmiałam się ponownie.
-Noooo nie wiem, ale no nie ważne jak się tu znalazłaś? - zapytał ponownie.
-Nie zamknąłeś drzwi, więc weszłam - uśmiechnęłam się i usiadłam na brzegu łóżka.
-Widocznie ze zmęczenia zapomniałem - wyciągnął oby dwie ręce do góry aby się wyciągać - napijesz się czegoś? Woda, sok, kawa, herbata?
-Może herbata z cytryną jak masz - odparłam i udałam się za brunetem na dół do kuchni i usiadłam przy stole, przy którym prawdopodobnie je.
Swoją drogą nawet nie zdążyłam zauważyć jak w tym domu jest pięknie. Wszystko do siebie dopasowane kolorystycznie, każdy szczegół dopracowany. Kto by pomyślał, że taki dupek ma tak świetnie urządzone mieszkanie. No dobra może już nie taki dupek, ale był dupkiem.
-Proszę - uśmiechnął się i postawił gorącą herbatę przed moim nosem.
Kolejny szczegół, którego nie zauważyłam to to, że paradował przede mną Biersack w samych majtkach. Trochę speszona chciałam uciec wzrokiem więc postanowiłam napić się herbaty.
Jak powoli się napiłam tak szybko wszystko wyplułam przed siebie i zaczęłam wymachiwać rękami przed twarzą.
-O boże, przepraszam - wysyczałam zauważając, że oplułam Andy'ego gorącą herbatą.
Szybko wstałam, wzięłam ręcznik z jego karku i wytarłam herbatę z jego brzucha.
-Nic się nie stało, spokojnie - powiedział przeczesując włosy palcami - co ty taka podenerwowana?
-Ja? - wskazałam na siebie palcem, a chłopak objął mnie ręką w pasie i przysunął bliżej siebie, przez co nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie.
-Tak ty - uśmiechnął się szelmowsko.
Przez chwilę zamarłam patrząc się w jego jasno niebieskie tęczówki, a on zbliżał się coraz bardziej. Moje serce zaczęło bić coraz mocniej, a policzki nabierały różowego koloru. Nagle się opamiętałam i przypomniałam po co tak naprawdę tu przyszłam. Położyłam dłoń na jego ramieniu i delikatnie go odepchnęłam.
-Wiesz, chciałam z tobą pogadać - mój głos spoważniał.
-O czym? Mam się bać?
-Nieee, myślę, że nie - uśmiechnęłam się lekko.
-No to słucham - powiedział zakładając na siebie czarny t-shirt, który leżał na kanapie.
-Bo wiesz, ta sytuacja, która się wczoraj wydarzyła...
-Wczoraj? Chodzi ci o nas? Bo ja..
-Nie spokojnie nie o to mi chodzi - zaśmiałam się - pamiętasz jak wybiegłam z klubu, a ty poszedłeś za mną?
-No pamiętam.. właśnie czemu wtedy wyszłaś, co się stało? - zmarszczył brwi przez co jego mina zrobiła się bardziej poważna.
-Zacznę może od tego, że pewnego razu na jakiejś imprezie, chyba na tej pierwszej co się poznaliśmy lub na drugiej ale już nie pamiętam... Zauważyłam, że James jest do mnie trochę podobny w niektórych ruchach czy zachowaniu a nawet trochę w wyglądzie, ale zbagatelizowałam to bo uznałam, że to normalne, że niektórzy ludzie są trochę do siebie podobni. Po za tym gdybym to komuś powiedziała uznali by mnie za idiotkę. Następna sytuacja niestety ale przyprawiła mnie o jeszcze głębsze zastanowienie się kim tak właściwie jest James. Bo widzisz kiedyś idąc na cmentarz zauważyłam go jak stoi przy grobie mamy i prawdopodobnie wyciera łzy. Strasznie się zdziwiłam bo nie do końca rozumiał po co miał tam przychodzić. Gdy mnie zobaczył tak jakby się wystraszył powiedział mi cześć, co tam i szybko sobie poszedł. Wiesz wtedy nachodziły mnie różne myśli ale stwierdziłam, że może to był jakiś przypadek. A gdy wczoraj powiedział, że kiedy byłam mała to chciałam ubierać się tylko na biało to to mnie przerosło...
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Wiesz wychowywała mnie matka nie miałam taty. Kiedy mama jeszcze, żyła mówiła nam, że ojciec zostawił gdy tylko się urodziłam...
-Czyli, że wydaje ci się, że James jest two...
-No na to wychodzi - głośno westchnęłam.
-Nawet nie wiem co ma ci powiedzieć. Jestem w szoku - odparł.
-A Jennifer nic nie wie? - dodał
-Z nią się kompletnie już nie dogaduje. Cały czas się kłócimy, wiecznie ma do mnie pretensje. Daje mi jakieś zakazy, zabiera telefon i wszystko wytyka na każdym kroku.. Jak zapytałam ją o James'a to czułam, że kłamie i nie do końca mówi mi całą prawdę...
-Emm.. a może by tak pojechać do niego i z nim porozmawiać?
-Właśnie się tego boje, dlatego między innymi przyszłam do ciebie...
-A właśnie dlaczego akurat do mnie?
-Potrzebowałam kogoś rady i w sumie z racji tego, że nikogo takiego nie mam, komu mogłabym się wygadać pierwsze na myśli przyszedłeś mi ty. Uznałam, że to w sumie nie taki zły pomysł, więc dlatego teraz tu jestem...
Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi ze strony chłopaka dlatego też dziwnie się poczułam. Miałam ochotę stąd zniknąć. Może to jednak nie był taki dobry pomysł, żeby tu przyjeżdżać.
-Przepraszam, może to nie był najlepszy pomysł. Nie powinnam była tu przychodzić a tym bardziej obarczać cię moimi problemami. Dziękuję za gościnę, ale już muszę iść.. - powiedziałam i zerwałam się szybko do wyjścia.
-Alex, zaczekaj! - krzyknął Andy gdy miałam już wchodzić - to nie tak, że obarczasz mnie swoimi problemami. Wiesz pierwszy raz od dłuższego czasu ktoś mi się wygadał... po za tym sam bym nie wiedział co zrobić na twoim miejscu i na pewno, też bym się bał iść porozmawiać z ojcem, którego nie było przy mnie całe moje życie. Kiedy opowiedziałaś mi tą historię zamurowało mnie.. kompletnie nie wiedziałem co mam ci powiedzieć, po prostu mnie zatkało...
-Rozumiem, ale i tak będzie lepiej jak już sobie pójdę. Muszę to wszystko przemyśleć...
-Wiesz co? Najlepiej będzie jak porozmawiasz z nim jak najszybciej. Jestem pewien, że on najlepiej ci to wszystko wyjaśni.
-Tyle, że ja się boję rozumiesz?
-Jeśli chcesz to cię do niego zawiozę i pójdę z tobą do niego - uśmiechnął się i założył kosmyk moich włosów za ucho.
-Naprawdę? Mógłbyś? - zapytałam z niedowierzaniem.
-Naprawdę - uśmiechnął się i mnie przytulił - to poczekaj chwilę ogarnę się szybko i pojedziemy.
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się po nim takiej troski. Wydawało mi się, że mimo iż przestał być takim dupkiem jak kiedyś to nadal jest mało współczujący. A jednak się myliłam. To kochane z jego strony, że chce tam pojechać ze mną.
Kiedy Andy się już ogarnął wyszliśmy z domu, przypilnowałam go aby zamknął drzwi i poszliśmy do auta. 
Ta sytuacja jest tak bardzo stresująca, że moje ręce strasznie zaczęły się trząść. Chłopak widząc moje zdenerwowanie złapał mnie za dłonie.
-Spokojnie, będzie dobrze - powiedział z troską i odpalił silnik...
 _____________________________________________________________
No i w końcu napisałam kolejny rozdział. Szczerze mówiąc zaczęłam troszkę pisać dzisiaj rano i skończyłam teraz. Wena mnie trochę naszła kiedy napisałam pierwsze zdanie haha. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba i że będziecie z niecierpliwością czekać na rozmowę Alex z James'em ^^
Do następnego! :D 
Czekam na wasze opinie :*

















Layout by Neva